• Wpisów:10
  • Średnio co: 105 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 19:00
  • Licznik odwiedzin:1 682 / 1162 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Obiecałam konkurs, więc oto warunki:

1. Na stronie www.bazgra.pinger.pl jest ilustracja:

http://bazgra.pinger.pl/m/22184171

Trzeba do niej napisać bajkę.

2. Na swoim blogu trzeba dać link do konkursu z informacją "Biorę udział w konkursie"

3. Zgłosić swój udział w komentarzach pod tym wpisem z linkiem do swojej bajki.

4. NAGRODĄ JEST TEN OBRAZ:







Wiem, wiem , powiecie ,że konkurs jest trudny. Ale warto sie pomęczyć, bo nagroda jest naprawdę cenna!

TERMIN ZGŁOSZEŃ: do poniedziałku - do północy!
 

 
W najbliższym tygodniu chcę Wam przedstawić cykl poświecony baśniom i legendom z Wysp Brytyjskich. Będzie troche o literaturze fantazy i cos dla maluchów, którym książeczki czytają dorośli.
A poniewąż rok szkolny zbliża się wielkimi krokami,
Podpowiem co zrobić aby urozmaicić i ułatwić sobie naukę języka angielskiego, aby stała się ona wspaniałą przygodą i pasją.
Przedstawie tez sylwetkę angielskiego baśniopisarza i matematyka w jednej osobie.
Czy wiecie już kogo mam na myśli?

Będzie więc i konkurs, a dla zwycięzców wyczaruję w nagrodę prawdziwe książki.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
W czasie suszy szosa sucha - lubicie takie zabawy?
Gra słów i językowe łamańce.
Mała książeczka, do której pełne humoru ilustacje wykonała Aga Siemianiszyn - Konat, rozbawi nie jednego malucha i dostarczy fajnej zabawy także dużym i dorosłym dzieciom.
Maurycy Polaski znany jest Wam zapewne jako aktor i gwiazda Kabaretu Pod Wyrwigroszem. Tym razem w roli autora przezabawnych wierszyków.
Napewno łatwo je zapamiętacie i staną się wkrótce hitami.
Na dołączonej do książeczki płycie CD autor w mistrzowski sposób czyta też swoje wierszyki.
Mała rzecz a cieszy!

Polecam:
MAURYCY POLASKI "WIERSZYKI NA GIĘTKIE JĘZYKI"
wyd Skrzat

http://webep1.com/Zobacz/To?a=11215&;mp=1939&r=L3N6dWthai93aWVyc3p5a2krbmErZ2lldGtpZStqJUM0JTk5enlraS5odG1s0&utm_source=webepartners&utm_medium=cps
 

 
Autorka, Joanna Baran zaczyna swoją książkę niezwykłą opowieścią.
Pewnego razu przed zaśnięciem jej wzrok padł na fotografię na kalendarzu ściennym, na którym stała grupa dzieci w narodowych strojach z różnych stron świata. W jej śnie dzieci ożyły i oto obok małego Stasia stał Hans i Fiedia o niebieskich oczach, skośnooki Matsumo , czarnoskóry Jim , Indianin Taschunca i wiele innych dzieci , które domagały się od niej ... bajek.
Dzieci powiedziały jej, że we śnie następuje przenikanie myśli...
Rano niczego nie pamiętała. Ale...
"Pewnego dnia zajrzałam do szuflady mojej wyobraźni i ... "
Książka mnie po prostu zachwyciła i urzekła. Przepięknie napisane baśnie, cudne ilustracje autorstwa Alicji Rybickiej, książka wydana z ogromnym pietyzmem. Adresowana jest do dzieci w młodszym wieku szklonym, ale ucieszy każdego miłośnika baśni i dobrej książki bez względu na wiek. To książka, do której będziecie wracać jeszcze wiele razy.
Wspaniała lektura i doskonały prezent.
Polecam:
JOANNA BARAN "BAJKI Z DNA SZUFLADY"
wyd. Skrzat
ISBN 978-83-7437-840-6

http://webep1.com/Zobacz/To?a=11215&;mp=1939&r=L3N6dWthai9iYWpraSt6K2RuYStzenVmbGFkeS5odG1s0&utm_source=webepartners&utm_medium=cps
 

 
Po drabinie

Spojrzał Miś na kalenicę
„Wróbel jest tam! Wnet go chwycę!” Włazi kotek po drabinie, po drabinie, po drabinie… Już ostatni miał szczebelek.
A wtem frrr… uciekł wróblelek.

„Schowam się za kupkę śmieci,
To wróbelek znów przyleci”. Złazi kotek po drabinie, po drabinie, po drabinie… A gdy zeszedł na podwórko,
ukrył się za chwastów górką.

Spojrzał znów na kalenicę
„Siedzi wróbel. Tego chwycę!” Włazi kotek po drabinie, po drabinie, po drabinie… Już ostatni miał szczebelek.
A wtem frrr… uciekł wróblelek.

„Schowam się za kupkę śmieci,
To wróbelek znów przyleci”. Złazi kotek po drabinie, po drabinie, po drabinie… A gdy zeszedł na podwórko,
ukrył się za chwastów górką.

Spojrzał znów na kalenicę
„Siedzi wróbel. Tego chwycę!” Włazi kotek po drabinie, po drabinie, po drabinie…

Janina Porazińka
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Emocje - ważny temat. W pierwszej chwili pomyślałam, że to książeczka dla bardzo małych dzieci. Ale zupełnie mnie zaskoczyła jej mądrość. Napisana w prosty, przystępny sposób, ale nie infantylna. Odpowiada na ważne pytania : co to są emocje? czy gniew jest zły? a zazdrość? i po co są nam potrzebne marzenia? zachwyt, miłość...
No właśnie , pomyślałam nie każdy miał tak mądrych rodziców aby z nim o tym rozmawiali w taki sposób. Dlatego polecam tę niewielką książeczkę wszystkim - i małym i dużym, a szczególnie młodym rodzicom .

Pięknie wydana: ilustracjami ozdobiła Agnieszka Kłos, a na dołączonej do książeczki płycie CD można usłyszeć głos autora.
Z serca polecam!

Tadeusz Ross "EMOCJE"
wyd. Skrzat

<a href="http://www.ceneo.pl/4549680#pid=6329"; rel="nofollow" target="_blank">zobacz tu</a>
 

 
Oto prawdziwa historia rasy, ktorą opowiedział mi mój pies podczas bardzo długiego spaceru.

Było to naprawdę bardzo dawno temu. Żaden człowiek nie może tego pamiętać, ponieważ wtedy nie było ludzi na świecie. Ziemię wówczas pokrywały rozległe bagna i ogromne jeziora, a pomiedzy nimi na dzikich jeszcze lądach kołysały się bujne wysokie trawy i rozłozyste drzewa. Po ziemi hulały tylko wiatry: pracowite wichry i małe wietrzyki. A pracy miały dużo.
Wiele roślin czekało aby rozsiać ich nasiona w mokrych, bagnistych glebach.
Trzeba było przeganiać kłębiaste chmury z miejsca na miejsce, aby systematycznie zraszały młode roślinki i kołysać do snu pierwsze, pojedyncze drzewa aby powstały z nich kiedyś nieprzebyte, ciemne bory, które miały dopiero dać schronienie licznym zwierzętom.
Jedynie ptaki odważyły się zagnieździć w tej surowej krainie. Kuropatwy i bażanty nauczyły się wtedy wić gniazda w trawach a perkozy, łyski i dzikie gęsi z rozkoszą pluskały się w wodzie i znajdowały schronienie w przybrzeznych szuwarach. Wiatry i wietrzyki pomagały im także bujać nad ziemią i odkrywać nowe lądy z lotu ptaka.
Nie wszystkie jednak sposród tych wiatrów były takie same. Były wielkie i silne wichry, specjaliści od gradowych burz, były małe wietrzyki, które podrzucają w górę białe nasiona dmuchawców, demoniczne trąby powietrzne, które zawsze wprowadzały małe zmiany i małe wiry, tańczące w kółko do upadłego. Był też mały wietrzyk specjalista od ... leniuchowania. Jego ulubionym zajęciem było hasanie po łąkach z ptakami i pogawędki ze starą kaczką. Gdy tylko mógł, przysiadał na ziemi by przyglądać się złocistym pórom bażanta. Bażant wiele mu opowiadał o zyciu na tej ziemi i łączyła ich prawdziwa przyjaźń. Bekasy i słonki chętnie z nim plotkowały lub też bawili się w chowanego.
Nie podobało się to Eolowi - królowi wiatrów. Wiele razy upominał go też Wiatr Północy aby zajął się czymś pożytecznym. Na darmo. Wietrzyk marzył tylko o tym, aby móc pobiegać po twardej ziemi lub popluskać się w przejrzystej wodzie. W głebi seca, jeśli wiatr ma serce, pragnął być blisko ptaków z którymi bardzo się zaprzyjaźnił.
Pewnego dnia przycupnął na brzegu jeziora i patrzył jak dzika kaczka (wszystko wtedy było dzikie) uczy swoje pisklęta pływać. Chętnie popływałby razem z nimi ale czy wiatr może pływać?
Gdy tak rozmyslał, przyleciała nagle wielka, czarna chmura, żona Eola.
- Tu jesteś - zaryczała - skoro wolisz siedzieć na ziemi niż pracować, zostaniesz tu na zawsze. Hej Matko Ziemio! Weź go sobie, ni potrzebny nam wiatr, który zadaje się z ptakami.
I ziemia przygarnęła tego urwisa. Dała mu skórę psa z długą jedwabistą sierścią i mocne łapy, aby mógł do woli biegać i pływać a na dodatek solidny, długi ogon do radosnego merdania. Nazwała go seter, bo tak lubił przysiadać na ziemi.
Seter był zachwycony. Natychmiast pobiegł do swojego przyjaciela aby pochwalić się nowym ciałem. Ale bażant go nie poznał i uciekł z krzykiem. Kaczka także odleciała.
Odtąd seter biega po polach i podkrada się do ptasich gniazd aby przypomnieć starą przyjaźń. Przystaje i nieruchomo wyczekuje. Na próżno...
Potem pojawił się człowiek i seter chętnie się z nim zaprzyjaźnił bo to wesołe i ciekawskie psisko, bardzo lubiące towarzystwo. A gdy spotka człowieka, który tak jak on lubi włóczyć się samotnie po polach, podchodzić ptaki i cieszyć się kołysaniem traw, stają się najlepszymi kompanami.
Jeśli masz psa, szczególnie setera, toś człowiek szczęśliwy. Pamiętaj jednak, że masz wiatr.

Więcej na www.bazgra.pinger.pl
 

 
Był poniedziałek 5 września 1819 roku, kiedy czternastoletni Hans z małym węzełkiem przybył do Kopenhagi. Z rodzinnego Odense, małego miasteczka położonego nad fiordem wygnała go bieda i smierć ojca - ubogiego szewca, który w spadku pozostawił synowi niespełnione marzenia o edukacji i książkach.
Po opłaceniu noclegu, resztę pieniędzy chłopak wydał na bilet do teatru. Teatr zrobił na nim ogromne wrażenie i postanowił zostać pisarzem.
Minęło jednak wiele lat, w ciągu których wiódł żebracze życie, terminował u stolarza, był popychadłem i ofiara znęcającego się nauczyciela, zanim zrealizował swoje marzenia.
Jednak jego talent został dostrzeżony i otrzymał stypendium króla Fryderyka VI, dzięki któremu ukończył szkołę, zdobył upragnione świadectwo dojrzałości i odbył podróże po Europie.
O jego życiu sporo wiemy dzięki pamiętnikom, które pozostawił wśród bardzo bogatego dorobku twórczego.
Owocem tych podróży był m.in. poemat "Dwanaście miesięcy" i "Sylwetki z podróży" - dzieła wydane w 1832 roku.
Pobyt we Włoszech, Paryżu i Szwajcarii zainspirował go także do rysowania. Przywiózł stamtąd ponad 100, bardzo udanych szkiców.
Ale sławę naprawdę przyniosły mu dopiero "Baśnie".
Po powrocie do Danii, mimo oporu przyjaciół drukuje swój pierwszy tomik "Baśni, opowiadanych dzieciom". W 1835 ukazał się drugi tomik, w 1837 trzeci... i odtąd dzieci duńskie pod każdą świąteczną choinkę oczekiwały nowej książeczki swojego ukochanego pisarza.
Wkrótce też "Baśnie" Andersena zostały przetłumaczone na wszystkie języki świata. Odtąd zaczyna się światowa sława Andersena - baśniopisarza.
Przyszedł czas w jego życiu, gdy mógł opowiadać swoje baśnie dzieciom królów i książąt, którzy zapraszali go na swoje dwory.
Nigdy nie osiedlił się na stałe i pozostał zawsze samotny, chociaż był zakochany w dziewczynie o brązowych oczach, której poświęcił tomik poezji "Fantazje i szkice". Otoczony przyjaciółmi i wielbicielami ciągle podróżował. Mawiał "podróżować to żyć" i porównywał se do ptaka wędrownego.
Podczas pobytu w Paryżu poznał Balzaka i Aleksandra Dumasa, w Niemczech wielkich kompozytorów : Liszta i Wagnera, a w Anglii zawarł znajomość z Dickensem.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że autor "Dawida Coperfielda" był pod wpływem jego łagodnego humoru i uśmiechu przez łzy. Obu ich zbliżyła właściwa obu twórcom miłość do człowieka i głęboka wrażliwość na ludzka krzywdę. http://bazgra.pinger.pl/m/20787401
Z każdym rokiem sława Andersena rosła. Tam gdzie kiedyś teatralny portier przeganiał obdartego chłopaka, teraz rozlegały się owacje i okrzyki "autor! autor!".
Miasteczko rodzinne Odense urządziło na jego cześć wielki festyn. Jasno iluminowane ulice i wielkie tłumy witały wieńcami, kwieciem i śpiewem swojego poetę. A siedemdziesiąte jego urodziny cały kraj obchodził jak święto narodowe.
Kilka miesięcy później, 2 sierpnia 1875 roku zmarł.
Całą Danię okryła żałoba. Wśród licznych depesz z całego świata nadeszła też karteczka, która powiedziała cała prawdę o wielkim baśniopisarzu:

Ty zyjesz, chociaż martwe masz powieki
Bo w sercach dzieci trwać będziesz na wieki.

Z największą przyjemnością polecam wszystkim czytelnikom: tym małym i dużym:

"BAŚNIE" Hansa Christiana Andersena
Ponieważ doczekały się one wielu najprzeróżniejszych wydań dlatego trzeba trochę poszperać.

ZOBACZ TU:

<a href="http://www.ceneo.pl/;szukaj-Ba%C5%9Bnie+Andersen#pid=6329" rel="nofollow" target="_blank">ZOBACZ TU:</a>

Ja polecam te starsze wydania z lat 50-tych i 60-tych pod redakcją Jarosława Iwaszkiewicza - tej marki nie muszę chyba przedstawiać.
 

 
Miałam to szczęście, ze moje babcia wspaniale opowiadała bajki. Można więc powiedzieć ,że była utalentowaną bajarką, chociaż na co dzień była dystyngowaną panią i jak na osobę,która przeżyła 3 najokropniejsze wojny ubiegłego stulecia , które odebrały jej niemal wszystko: bliskich, majątek, zdrowie i najlepsze lata życia, była osobą niezwykle pogodną.
Jej opowieści uczyły mnie optymizmu, wiary i empatii. Opowiadała mi o Koniku Garbusku, Głupim Wani, Królowej Śniegu, O Siedmiu Krukach i wiele, wiele innych. Wiedziała co czuje drzewo i o czym mówią wróble.
Wspaniale tez czytała. Była zapalona czytelniczką i stałą bywalczynią biblioteki. Uwielbiała książki przygodowe i czytała mi podczas jedzenia, bo byłam okropnym "niejadkiem". Dzięki niej chyba nie wpadłam w anoreksję :-) Za to poznałam "Dzieci kapitana Granta", "Biegnącą po falach", "Wyspę Skarbów" i "Serce" Amicisa zanim nauczyłam się czytać. I muszę przyznać, że te czytania i opowieści babci stanowiły poważną konkurencję dla telewizji jeszcze długo po tym jak nauczyła mnie stawiać pierwsze litery w zeszycie.
Znała też mnóstwo gier i umiała się też wspaniale bawić. Wystarczył ołówek albo chusteczka aby zorganizować czas ciekawie i twórczo. Zawsze kończyło się to śmiechem do rozpuku!
O swoich wspomnieniach opowiadała niechętnie. Wiem, że przeżyła rzeczy niezwykłe i warte opowiadania, jak to kiedy w sowieckim wiezieniu dzieliła z innymi więźniarkami rodzynkę na 8 części, czy jak sanie przejeżdżały po zaśnieżonym dachu kazachskiej ziemianki, czy jak szukała schronienia w domu , w którym byli chorzy na tyfus aby uchronić konie przed wilkami. Naprawdę była dzielną kobietą. Skromna, odeszła cicho.
Książki, które czytała mi babcia, znalazły się na półce moich dzieci i znowu wspólnie odkrywaliśmy ich mądrość i piękno.
Pewnego dnia, kiedy moje dzieci dorosły i wyfrunęły z gniazda sięgnęłam na półkę z tymi książkami i... odkryłam ten niezwykły świat ponownie dla siebie. Znowu stały się moją pasją.
Powróciło też wspomnienie o Babci i refleksja.
Mam nadzieję, że uda mi się przekazać coś z jej wspaniałego ducha.
Ten blog dedykuje mojej Babci.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Bajarka to żeńska forma bajarza, inaczej gawędziarka. W dawnych czasach bajarze i bajarki wędrowali od wsi do wsi i zabawiali ludzi, a przede wszystkim dzieci swoimi opowieściami.
Znajomość baśni i legend oraz umiejętność ich opowiadania była i nadal jest sztuka, chociaż nie zawsze docenianą.
Zapewne też ten ustny przekaz był także okazją dowiedzenia się co słychać "w świecie" czy za miedzą, więc bajarki i bajarze roznosili też plotki. Stąd nazywano ich pleciugą albo gadułą. Zapewne też i poziom tych opowieści bywał różny,tak jak różny jest dziś poziom współczesnej prasy 9i innych mediów.
Ja chcę Wam przypomnieć o baśniach,legendach a także literaturze dla dzieci. I nie tylko, bo po dobre książki warto sięgnąć w każdym wieku.
Zatem opowiem o tym wszystkim ,co może ubogacić nasze życie imam cicha nadzieje ,ze przyczynię się do odtworzenia tej pięknej tradycji jaką jest bajanie.
Podpowiem też gdzie zdobyć wartościowe książki i jak się bawić abyśmy się razem z naszymi dziećmi rozwijali.
Na koniec bajarz lub bajarka dostawali gościnę i poczęstunek,więc przyjmijcie bajarkę do siebie i wybaczcie, jeśli w moje bajanie kradnie się plotka, a wszelkie gusła i złe duchy będą Was omijały. Zaś moje opowieści pozostaną z Wami i być może wskażą nowe drogi,których dotąd nie znaliście.
Bajarka zaprasza, posłuchajcie bajarki!...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›